| |||||
|
Gdy w ruinie kulturalnej Europy, Benedykt z Nursji założył opactwo na wzgórzu Monte Cassino, wtedy owocna działalność zakonów monastycznych przekształciła ówczesną Europę w kontynent myśli i chrześcijaństwa. „Europa rozwinęła kulturę, która w nieznany dotąd dla ludzkości sposób wyklucza Boga z publicznej świadomości. Ten racjonalizm doprowadził do wstrząsu świadomości moralnej, co również jest czymś nowym dla kultur istniejących dotychczas, ponieważ utrzymuje, że rozumne jest tylko to, co można udowodnić za pomocą eksperymentów” [1] . Powyższe słowa stanowią wyrazisty komentarz współczesnej kultury europejskiej, której koncepcje z euforią przyjmują państwa wschodniej Europy. Bowiem ta kultura, której fundamentem jest zarówno duch oświecenia i pozytywizmu, jest wielkim zagrożeniem dla chrześcijańskiej tożsamości, dla tradycji moralnej jak i filozoficznej. Co jeszcze, dzisiejsza cywilizacja w imię jakiegoś „racjonalizmu”, szczególnie przez dyktaturę relatywizmu, zniekształca ludzką godność, dzięki czemu za jedyny niepodważalny pewnik uznaje się względność poznania, a nie nienaruszalne prawa przypadające z natury osobie ludzkiej. Marcello Pera wskazuje, że to Galileusz zapoczątkował sprowadzanie religii oraz moralności do sfery subiektywnej, w przeciwstawieniu do obiektywnej nauki empirycznej. Jeśli w średniowieczu, religia wraz z nauką stanowiły integralną całość, choć wyraźnie oddzielano poznanie rozumowe od poznania nadprzyrodzonego, to już od czasów Galileusza, sfera przekraczająca rzeczywistość zmysłową, stawała się coraz bardziej kwestią osobistych przekonań. Pisze on: „Jeśli chodzi o praktyczne następstwa, to według tezy o zbieżności nauka o świecie musi odczuwać pokrewieństwo z religią objawioną w Piśmie Świętym (aby się z nią zharmonizować). Natomiast według tezy rozgraniczenia, nauka jest wolna i musi działać na własny rachunek, nawet jeśli Pismo Święte byłoby przeciwne w tym lub innym punkcie. Ta konsekwencja staje się bardziej wyraźna, kiedy nauka tworzy technikę. Nauka wie, a technika może. Jeśli więc nauce wolno wiedzieć, to także technice wolno móc. Religia nie może być dla nich przeszkodą, ponieważ działa na innej płaszczyźnie. Jest to «wielki podział», który Galileusz wprawił w ruch. Był to pierwszy podział, ale szybko przyłączyły się do niego inne. Prawda wiary i prawda nauki; prawda moralności i prawda prawa; prawdy Boże i prawdy państwa; prawdy publiczne i prawdy prywatne: wszędzie - od nauki do życia społecznego i osobistego - człowiek Europy i Zachodu spowodował i przeżył rozłam, separację” [2] . Słowa te wskazują, jak radykalnie zerwano ze scholastyczną wizją nauki, z jej ścisłym związkiem wiedzy empirycznej a metafizyki i religii. Sfera poza poznaniem zmysłowym została uznana za subiektywną, stała się zatem kwestią względną. Szczególnie etyka na skutek relatywizmu, została uznana za nieistniejącą obiektywnie, a w tej perspektywie człowiek dowolnie tworzy moralność, bez jakichkolwiek odwołań do metafizycznej problematyki moralnego prawa naturalnego. August Comte jest uważany za ojca pozytywizmu. Czerpiąc z teorii J.L. D’Alamberta, P.S. Laplace’a, D. Hume’a, a więc z myśli oświecenia, odmówił jakiekolwiek wartości naukowej zarówno filozofii jak i religii. Filozofia w teorii pozytywizmu stała się dyscypliną o charakterze analitycznym, a nie mądrościowym i metafizycznym. Dlatego, jak sądzi pozytywizm, prawdziwa jest tylko sfera zmysłowa, zweryfikowana przez eksperymenty, zaś elementarne kwestie etyczne i metafizyczne, jako dyscypliny naukowe, są zbędne. Jest to zatem radykalne pogłębienie „wielkiego rozłamu”, jakiego dokonał Galileusz. Stwierdza Tomasz Pawlikowski: „Wpływ tych myślicieli na środowiska naukowe i inteligenckie był w II poł. XIX w. ogromny: można było wówczas opowiedzieć się albo za postępem, albo za «zacofaniem». Stan taki utrzymywał się przez kilkadziesiąt lat i w rozmaitych formach trwa do dziś. Jednakże w wąskich gronach specjalistów - przedstawicieli nauk matematyczno-przyrodniczych - szybko okazało się, że wizja nauki przedstawiona przez Comte’a jest bardzo nieprecyzyjna. Sprawa dotyczyła głównie tezy, iż nauka rejestruje i bada jedynie czyste fakty, samo bowiem ich rozumienie okazało się uzależnione od abstrakcyjnej teorii, którą miałaby uprawomocniać” [3] . Drugą postacią, która wywarła znaczący wpływ na współczesny kształt Europy, jest Fryderyk Nietzsche. Pierwszym okresem jego publicystycznej działalności były lata 1869-1876. W nich Nietzsche, komentuje filozofię grecką, a Sokratesa uważa za wzór prawdziwego filozofa. Drugi okres przypadał na lata 1876-1882. Nietzsche określił wtenczas swoją filozofię jako „filozofię poranka”, bo - jak sądził - na jego filozofię padł blask światła i dzięki temu dostrzegł rzekomy bezsens chrześcijaństwa i moralności wyrosłej na jego gruncie. Nietzsche mianem "kultury decadence" określił wszelkie idee wyrosłe z chrześcijańskich korzeni. Uważał, że tradycyjne koncepcje etyczne stanowią maskę, którą należy zniszczyć. Poszedł on jeszcze dalej, gdy stwierdził względność moralności i wystąpił przeciw jej absolutyzacji. Ostatecznie Nietzsche w dziele „Wiedza radosna” ogłasza „śmierć Boga”. Wołał szaleńczo: „Bóg umarł! Bóg nie żyje! Myśmy go zabili!” Trzeci okres trwał od 1883 do 1888 roku. W tym czasie rozpoczął on tworzenie alternatywnej do chrześcijańskiej kultury, w jakiej niestety po części uczestniczymy. Nietzsche przedstawia swoją koncepcję ewolucji moralnej w trzech etapach. Pierwszym jest uciemiężenie, pokorne „noszenie” tradycyjnej moralności i religii. Następny to etap walki, kiedy to „lew” - symbol nowych wartości, walczy ze starym porządkiem – „smokiem”, a trzecim z kolei etapem jest panowanie „dziecka”, czyli ustanawiającego wartości aksjologiczne „nadludzkiego ducha”. Dziecko u Nietzschego jest więc symbolem „nadczłowieka”, bo osoby odważnie sprzeciwiającej się staremu porządkowi. Nietzsche stał się zatem twórcą nihilizmu, którego naczelnym hasłem było: „Radykalne odrzucenie wartości, istnienie bez sensu i celu”. Uważam, że ważne było przedstawienie sylwetek tych ojców współczesnej tożsamości Europy, bowiem współczesna kultura sprowadziła jednocześnie religię jak i moralność opartą na fundamentach prawa naturalnego, do sfery subiektywnych poglądów. Obecnie etyką rządzi doktryna liberalizmu, gdzie człowiek jest władcą, a prawo ludzkie samo w sobie staje się punktem odniesienia dla rozstrzygania o wartościach. Dlatego tożsamość kultury chrześcijańskiej wyemancypowała się na rzecz utylitaryzmu, dla którego moralność posiada charakter relatywny, istotny jest tylko „rachunek przyjemności”. Zatem w tej perspektywie, człowiek staje się miarą etosu , czego przejawem jest, oderwane od prawa naturalnego, pragmatyczne prawo ludzkie. Prymat techniki i utylitaryzmu przed obiektywnym prawem naturalnym Józef Ratzinger komentuje następująco: „Wszystko to pokazuje, że wzrostowi naszych możliwości technicznych nie odpowiada równoczesny rozwój naszej moralnej siły. Siła moralna nie wzrosła razem z rozwojem nauki, a wręcz przeciwnie: razem zmalała, ponieważ techniczna mentalność zawęża moralność do sfery subiektywnej. Tymczasem potrzebujemy właśnie moralności powszechnej, która umie odpowiedzieć na zagrożenia ciążące nad wspólnym istnieniem nas wszystkich” [4] . Otóż należy wrócić do chrześcijańskich korzeni. Europa przecież doznała niegdyś gruntownej przemiany właśnie przez chrześcijaństwo, przez uniwersalne, naturalne prawo moralne. Gdy w ruinie kulturalnej Europy, Benedykt z Nursji założył opactwo na wzgórzu Monte Cassino, wtedy owocna działalność zakonów monastycznych przekształciła ówczesną Europę w kontynent myśli i chrześcijaństwa. A więc należy ukazać obiektywność i absolutyzm etyki, opartej na fundamentach prawa naturalnego. Okazuje się bowiem, że gdy człowiek staje się miarą rzeczy, miarą moralności, to przez to traci busolę światopoglądową, i zaczyna „produkować” etykę, co jest widoczne w kwestii legalizacji aborcji. Prawo stanowione musi być ściśle związane z moralnym prawem naturalnym i zarazem niezmienne, bo używając słów świętego Tomasza z Akwinu: „Jest ono niczym innym, jak uczestniczeniem istot rozumnych w prawie wiecznym”. Nie można bowiem zgodzić się z Kartezjuszem, dla którego prawo naturalne jest odseparowane od Prawa Wiecznego. Nie można też uznać etycznych tez Woltera, według którego prawo naturalne jest subiektywnym instynktem człowieka; nie można równocześnie przystać na kantowskie prawo formalne, podyktowane subiektywnym imperatywem kategorycznym. Należy przywrócić oczywistość moralności uniwersalnej, moralności absolutnej i obiektywnej, moralności szanującej każdego człowieka. Należy przywrócić prymat jednostki przed techniką, prymat godności człowieka przed hedonizmem, co jest istotnym warunkiem budowania prawdziwej „cywilizacji miłości”.Jednak aby móc ten cel osiągnąć, należy również ukazać człowieka w całej jego podmiotowości, integralności duchowo - cielesnej. W tej perspektywie Adam Stanowski prezentuje zadania dla nauk humanistycznych, które mogą pomóc ludziom ponownie powrócić do chrześcijańskich korzeni Europy: „Można postawić sobie pytanie o to, co filozofia i nauka mogą zrobić, aby dopomóc współczesnemu człowiekowi w odzyskaniu jego tożsamości i podmiotowości. Spróbujmy określić te przedsięwzięcia intelektualne, których podjęcie i opracowanie wydaje się z tego punktu widzenia szczególnie pilne i doniosłe, które wydają się szczególnie potrzebne współczesnemu światu i człowiekowi. Na pierwsze miejsce wysuwa się tutaj potrzeba takiej antropologii, takiej koncepcji człowieka, która uwzględniając w pełni wszystkie uwarunkowania i prawidłowości rządzące zachowaniem człowieka i życiem społecznym jednocześnie ukazywałaby miejsce zakorzenienia i sposób współgrania z tymi uwarunkowaniami ludzkiej wolności, a w konsekwencji jego odpowiedzialność za siebie, za innych ludzi i za społeczeństwo. Koncepcja taka musiałaby w swoim jądrze mieć charakter filozoficzny i zawierać wielki dorobek całej tradycji intelektualnej personalizmu, jednocześnie jednak winna liczyć się z wynikami empirycznych nauk o człowieku i społeczeństwie i stanowić reinterpretację - w świetle swoich założeń - stwierdzonych przez nie uwarunkowań i prawidłowości. Szczególne znaczenie będzie tu miało rozwijanie i uwzględnienie tych nurtów w naukach szczegółowych, które - jak ujęcia kognitywistyczne w psychologii czy interakcjonizm symboliczny w socjologii - nie obawiają się uczynić przedmiotem swoich badań świadomych i wolnych aktów człowieka, dostrzegać w nim podmiotu jego działań i życia społecznego”[5]. [1] J. Ratzinger, „Europa Benedykta w kryzysie kultur”, Częstochowa 2005 r., s. 47. [2] Tamże, s. 25 n. [3] T. Pawlikowski, „Zarys dziejów filozofii”, Warszawa 2003 r., s. 114. [4] J. Ratzinger, dz. cyt., s. 43. [5] A. Stanowski, „Zagrożenia tożsamości człowieka”, w: „Człowiek w poszukiwaniu zagubionej tożsamości”, Lublin 1987 r., s. 54n.
|