|
Historia filozofii
28.10.2006
Prawdziwa filozofia rozpoczyna się dopiero wtedy, kiedy istnieje pragnienie poznania prawdy, dotarcia do „prawdy bytu”, a nie, gdy poznaje się same fakty historyczne. I to jest właśnie głównym zadaniem i niejako powinnością podręcznika historii filozofii. W 2003 roku, wydawnictwo Szkoły Wyższej Przymierza Rodzin (SWPR) wydało książkę dr Tomasza Pawlikowskiego „Zarys dziejów filozofii” . Na polskim rynku wydawniczym, jest obecnie bardzo wiele różnorodnych pozycji dotyczących historii filozofii, w tym słynny trzytomowy „Tatarkiewicz”, czy jeszcze większy „Copleston”. Widać zatem, że opracowań historii filozofii nie brakuje, a warto dodać, że wciąż powstaje wiele monografii dotyczących sylwetek filozofów. Pytanie jednak, czy historia filozofii ma jakiś dalszy cel, czy ma wskazywać obiektywną prawdę, czy ma pozostać „neutralną” wobec kłamstwa i błędu. Na ogół większość opracowań historii filozofii przyjmuje pozycję neutralną, bezstronną. Najważniejsze jest w nich samo referowanie poglądów filozofów. Jest to typowa, stricte encyklopedyczna koncepcja historii filozofii. Jednak pamiętajmy, iż filozofia nie jest – jak chce pozytywizm – „muzeum poglądów”, ale jest faktycznym „umiłowaniem mądrości”. Filozofia bowiem – co raz jeszcze należy podkreślić – jest nauką, która w najbardziej fundamentalny sposób bada byt, i stara się w zgodności z metafizycznymi ustaleniami, wyciągnąć dalsze wnioski natury antropologicznej, deontologicznej i epistemologicznej. Współczesny paradygmat filozoficzny kryje w sobie wiele wewnętrznych, nierozwiązywalnych sprzeczności, a przede wszystkim, z jednej strony stara się być jak najbardziej bezstronnym wobec filozoficznych dociekań, a z drugiej, w sposób typowo apodyktyczny i dogmatyczny stwierdza, że nie ma prawdy obiektywnej, a jej wybór jest tylko prywatną, indywidualną kwestią „sumienia”, „gustu”, „przekonań”, „religii”. W rzeczywistości ten obraz, koncepcja filozofii, nie zaprasza do poszukiwania prawdy, bytu, mądrości w klasycznym rozumieniu; odziera bowiem człowieka z jego zasadniczej godności, opartej na rozumie (szczególnie na intelekcie) i usiłuje wtłoczyć go w wolitywny irracjonalizm, ciasny świat pozbawiony rozumu, stricte autonomiczny wobec rzeczywistości, gdzie to człowiek jest tak naprawdę „swoim własnym twórcą”, jak chce postmodernizm. Mówiąc jeszcze inaczej, współczesna kultura filozoficzna porzuca świat realny, świat stricte racjonalny, na rzecz woluntaryzmu, czyli nieracjonalnego działania woli. Bo przecież to „człowiek jest twórcą”… Może i jest to ocena zbyt ostra i jednostronna, ale faktycznie - pomimo wszelkich prób „obrony” dzisiejszej filozofii, paradygmat pozytywistyczny a czasem wręcz postmodernistyczny, dominuje, nie pozwalając człowiekowi poznać prawdy, która go wyzwala, i która ostatecznie afirmuje człowieka właśnie jako byt racjonalny, zdolny do poznania, do dotarcia do fundamentalnej prawdy bytu. Ostatecznie pozostaje tylko obiektywna „historia filozofii”, zaś kwestia odróżnienia prawdy od fałszu, ziarna od plewy, jest sprawą na tyle osobistą, że wszelka ingerencja w wolny, autonomiczny, irracjonalny woluntarnie „akt wyboru” na rozbitej jak lustro logice, jawi się jako „niepoprawny”, nie mówiąc „nieetyczny”. Wśród dzisiejszego zamętu pojęć, wśród współczesnej irracjonalnej antropologii, a przede wszystkim wśród chaotycznej logiki, każda prawda może zostać podważona tysiącami sofistycznych argumentów, a największa głupota poparta milionami dowodów. Czyż w średniowiecznej epoce ks. Józef Tischner miałby jakąkolwiek rację bytu, ze swoimi – przyznajmy szczerze – obłędnymi wizjami na temat rzeczywistości, człowieka oraz Boga? Czy jego błąd nie odróżnienia relacji od substancji, czy też mieszania Boga z heglowskim „duchem absolutnym” w konfrontacji ze scholastyczną, jasną i sprecyzowaną teorią mógłby w ogóle wywołać dyskusję? Dzisiejsza kultura subiektywizmu od wewnątrz niszczy filozofię, zamieniając ją ostatecznie w „irracjonalny kocioł”. Ale zawsze pozostaje powrót. Powrót do źródeł. Słusznie starożytna Grecja jest uznawana za fundament filozoficznego myślenia. Bowiem to w niej w tak niebywały sposób, bo od Talesa do Arystotelesa, dokonała się swoista „rewolucja”, przewrót myślenia. A zatem, do owego „greckiego cudu” można zaliczyć koncepcję szkoły, Akademii, Liceum. Szkoła filozoficzna była dla Greków czymś oczywistym, w niej mistrz uczył uczniów prawdy o rzeczywistości, i prawdy o człowieku. Prawda była czymś absolutnie niekwestionowanym. Bo przecież w dążeniu do odkrycia obiektywnej prawdy, szkoła dopiero zyskuje sens. Szkoła w myśli Greków, miała ukazać z całą mocą prawdę jako „aletheia”, czyli „odsłonięcie się bytu”. Rzeczywistość się odsłania, jest odsłonięta dla podmiotu, dlaczegoż więc nie mielibyśmy czerpać z jej bogactwa? Dla Greków było to czymś zupełnie oczywistym i naturalnym, że filozofia dąży do czegoś, a tym czymś jest właśnie prawda. W kulturze greckiej zatem objawiła się naturalna, słuszna przecież, skłonność człowieka do poznawania tego, jak naprawdę jest, czyli prawdy. „Filozofia neutralna”, ograniczająca się tylko do neutralnej historii filozofii nie miałaby zatem żadnej racji bytu, w tym greckim, stricte racjonalistycznym paradygmacie filozofii. Te wszystkie powyższe refleksje miały na celu odpowiedzieć na pytanie, czy filozofia powinna przyjmować postawę neutralną. Gdy obecnie całkowicie „zneutralizowano” filozofię do obiektywnych zarysów myśli filozofów, rodzi się pytanie o właściwą koncepcję historii filozofii i sposób jej nauczania. Jak dobrze wiemy, pierwszym etapem zapoznawania się z filozofią, jest właśnie historia filozofii. Ta dyscyplina filozoficzna, o własnej aparaturze pojęciowej, jest zarazem bardzo istotna dla formowania się poglądów i rozumu wobec rzeczywistości. Jeśli więc prawda wydaje się czymś niekwestionowanym, wysuwa się potrzeba oceny poglądów filozoficznych, oddzielenia prawdy od fałszu, co szczególnie powinno mieć miejsce właśnie w historii filozofii. Osobiście uważam, że wspomniany „Zarys dziejów filozofii” dr Tomasza Pawlikowskiego, jest pod tym względem chyba najlepszą publikacją, jaka dotychczas ukazała się w Polsce. Nie ze względu na objętość, ale przede wszystkim dzięki sposobowi przedstawienia sylwetki, ta publikacja zasługuje na uznanie. Bowiem Autor stara się nie tylko przedstawić poglądy, ale również treściwie skomentować poglądy najbardziej znanych i kluczowych dla dalszej historii myśli filozofów. Uwagi są celne, racjonalne i zgodne z linią filozofii klasycznej, filozofii realistycznej. Na szczególne uznanie zasługuje „Zakończenie”, w którym Tomasz Pawlikowski dokonuje swoistego bilansu, rozliczenia z dziejami filozofii. Według Niego, filozofia współczesna, na czele z postmodernizmem, upadła aż tak nisko, że już niżej nie może. Postmodernizm, ze swoją wściekłością wobec samej już nauki, odzwierciedla, w jakim kryzysowym stanie jest myśl filozoficzna. Nie mówiąc już o tym, że postmodernizm zrywa z tradycją pokartezjańską, która przecież także zabrnęła w ślepym zaułku „świata absurdów”. Dlatego i ona nie może pomóc współczesnej filozofii powstać z upadku. Jedynie filozofia stricte realistyczna, klasyczna, jedynie tomizm, ze swoją afirmacją naczelnego aktu istnienia w bycie, może być przyczynkiem do odbudowania współczesnej teorii filozoficznej. Przyznam, że następująca myśl Tomasza Pawlikowskiego była dla mnie inspiracją do napisana wielu filozoficznych artykułów: „Dopiero więc po stwierdzeniu istnienia czegoś można dokonać zróżnicowania na podmiot i przedmiot, treści poznania i «rzeczy same w sobie», myśl i język, itd. Wszelkie teorie filozoficzne, pozbawione odniesień do metafizycznej problematyki istnienia, przyjmują w swym punkcie wyjścia jakieś nieuzasadnione a priori” . Osobiście te słowa traktuje jako naczelne motto, dzięki któremu wiem, że jedynie tomizm, jako filozofia bytu, filozofia esse, może podnieść irracjonalną kulturę z kryzysu. Od strony formalnej, książka jest przydatna zwłaszcza dla tych studentów, którzy mają na studiach filozofię jako przedmiot dodatkowy oraz dla licealistów, jako podręcznik do propedeutyki filozofii . Książka powstała ze zbioru notatek, jakie Tomasz Pawlikowski wygłaszał zarówno w Szkole Wyższej Przymierza Rodzin, jak i w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Bogdana Jańskiego w Warszawie. Jak podaje Autor, jego staraniem było przystępne przedstawienie tez danego filozofa, co implikowało zrezygnowanie ze złożonej argumentacji krytycznej, zastosowanej szczegółowo wobec każdego filozofa . Książka posiada także odpowiednią bibliografię. Podsumowując, uważam że warto zapoznać się z treścią książki Pana Tomasza Pawlikowskiego, mając na uwadze, że prawdziwa filozofia rozpoczyna się wtedy, kiedy istnieje pragnienie poznania prawdy, dotarcia do „prawdy bytu”, a nie wtedy, gdy poznaje się same fakty historyczne. I to jest właśnie głównym zadaniem, niejako powinnością podręcznika historii filozofii. T. Pawlikowski, „Zarys dziejów filozofii”, Warszawa 2003 r., s. 142. Tamże.

|