Łukasz Rozen
msza.net
Myśl czy byt? 12.03.2006

W filozofii stricte realistycznej intelekt nie tworzy rzeczywistości, ale ją biernie odbiera - taką, jaka się jawi. Jest to więc wysunięcie bytu jako takiego na pierwszy plan poznania.

„Nowoczesna filozofia zapomniała, że to byt winien stanowić przedmiot jej badań, i skupiła się na poznaniu ludzkim. Zamiast wykorzystać zdolność człowieka do poznania prawdy, woli podkreślać jego ograniczenia oraz uwarunkowania, jakim podlega” (Jan Paweł II, Fides et Ratio 5). Te znamienne słowa Jana Pawła II są apelem skierowanym do współczesnej filozofii ale i do uniwersalnej myśli człowieka. Są bowiem wołaniem o zaniechanie takich metod filozofowania, które podważają obiektywizm poznawczy. Praca ta ma zamiar wykazać, które filozofie zniekształcają cechy podmiotu poznającego, aby później przedstawić papieskie przesłanie dotyczące powrotu do filozofii bytu.

W historii filozofii możemy wyróżnić dwa sprzeczne wzajemnie nurty poznawcze: realizm i idealizm. Idealizm sądzi, że wszelkie byty, jakie poznajemy, są subiektywne jak i stanowią twór podmiotu przez jego aprioryczne konstrukcje zmysłów i intelektu (idealizm transcendentalny) albo, też że sama rzeczywistość mieści się w umyśle człowieka (idealizm immanentny). Realizm z kolei w poznaniu na pierwszym planie wysuwa realnie istniejący byt, który podmiot może obiektywnie poznać, jednocześnie uważając, że byty, jakie poznajemy, są jego wiernym „odbiciem”.

Już w filozofii antycznej Grecji występowały zaczątki stanowiska idealistycznego w szkole eleatów. Według nich prawdziwym poznaniem jest poznanie przez dedukcję, a więc przez aprioryczną analizę bytu. Ich nieufność do zmysłów stała się powodem utworzenia idealistycznej koncepcji bytu Platona. Uważał on rzeczywistość zmysłową za odbicie wiecznych idei, sądził zatem, iż byty jednostkowe istnieją o tyle, o ile partycypują w swych pierwowzorach. Ten obiektywny idealizm charakteryzował się częściowym immaterializmem oraz wiarą w świat idei, również nieufnością do świata empirii. Święty Augustyn z kolei sformułował swoją, opartą na platonizmie, idealistyczną koncepcję poznania, choć włączył on w swoją koncepcję wpływ nadprzyrodzony - iluminację Boga, która oświeca ludzkie poznanie. Według niego bowiem podmiot bez nadprzyrodzonej pomocy nie jest w stanie poznać przedmiotu. Zatem Augustyn rozstrzyga, że ludzkie poznanie pozbawione Bożej interwencji nie może dać uzasadnionej oraz pewnej wiedzy o rzeczywistości. Zgodnie z platonizmem, uważał on, że ludzka dusza ma większą wartość niż ciało, dlatego w głębinach serca dostrzegał pierwiastek boski, w którym znajdują się idee umożliwiające poznanie. Można bowiem dostrzec głęboki związek pomiędzy augustiańską koncepcją poznawczą odwołującą się do świadomości z teorią epistemologiczną Kartezjusza, bo zarówno dla pierwszego jak i drugiego, rzeczywistość należy poznawać apriorycznie, jako zgodność z ideami rozumu. Ten starożytny idealizm wciąż będzie powracał w dziejach zachodniej myśli, w sporze nominalistów ze skrajnymi pojęciowymi realistami, czy też w renesansie, w teoriach filozoficznych prowadzących do Kartezjusza. Jakkolwiek idealizm, który zrodził się w starożytnej Grecji, stanowił fundament dla stworzenia wielu odmian idealizmu nowożytnego.

Za ojca tego idealizmu uważa się Kartezjusza. Jego myśli są bardzo kontrowersyjne, zwłaszcza w oczach filozofów klasycznych, bowiem Kartezjusz przez swoje „cogito ergo sum” dał impuls ówczesnej filozofii do zaprzestania wydawania pewnych sądów o rzeczywistości, bo w myśl tej koncepcji punktem wyjścia jest wątpienie W pierwszym rozdziale „Medytacji o pierwszej filozofii” Kartezjusz pisał: „Skąd wiem, że tak samo ja sam nie ulegam złudzeniu, gdy dwa do trzech dodaję?”

Ten sceptycyzm wobec rzeczywistości, jest charakterystyczną cechą kartezjańskiej rewolucji w filozofii. Bowiem dostrzega on, że ludzkie poznanie skazane jest na uwięzienie w subiektywizmie oraz że władze poznawcze nie są w stanie poznać obiektywnej rzeczywistości, dopóki nie ustali się zupełnie innego fundamentu epistemologicznego. Kartezjusz bowiem przyznaje, iż istnieje pewna prawda, która nie może zostać zakwestionowana: „Zarazem potem jednak zwróciłem uwagę na to, że w chwili gdy chciałem tak myśleć, że wszystko jest fałszywe, stawało się konieczne, bym ja, którym to myślał, był czymś. A spostrzegłszy, że ta prawda: myślę, więc jestem była tak niezachwiana i pewna, że wszelkie, najbardziej dziwaczne przypuszczenia sceptyków nie zdołały jej zachwiać, uznałem bez obawy błędu, że mogę ją przyjąć jako pierwszą zasadę filozofii, której poszukiwałem”. Słusznie więc zauważył Jan Paweł II: „Cogito ergo sum – «myślę, więc jestem», przyniosło odwrócenie porządku w dziedzinie filozofowania. W okresie przedkartezjańskim filozofia, a więc cogito (myślę) czy raczej cognosco (poznaję), była przyporządkowana do esse (być), które było czymś pierwotnym. Dla Kartezjusza natomiast esse stało się czymś wtórnym, podczas gdy za pierwotne uważał cogito. W ten sposób dokonała się nie tylko zmiana kierunku filozoficznego, ale również radykalne odejście od tego, czym dawniej była filozofia, czym była w szczególności filozofia św. Tomasza z Akwinu: filozofia esse. Wcześniej wszystko było interpretowane przez pryzmat istnienia (esse) i wszystko się przez ten pryzmat tłumaczyło” [1] . Te słowa są dobrą ilustracja myśli Kartezjusza, gdyż w jego filozofii to nie istnienie stało się naczelną racją bytu, uwiarygodnieniem poznania, ale wątpienie i analiza świadomości. Co jeszcze, w jego teoriach można zauważyć zalążki tej filozofii, która nie będzie już badała bytów realnych, ale zawartość ludzkiej jaźni. Kartezjusz przez swoją rewolucję powrócił poniekąd do tradycji neoplatońskiej, jednak bardziej zradykalizował antyczny idealizm obiektywny, przez „przyklejanie” własnych teorii przez jakieś a priori do rzeczywistości. Stąd też Kartezjusz utworzył filozofię podmiotu, która dokonała znaczącego przełomu w dawniejszej tradycyjnej filozofii, filozofii przedmiotu. W związku z tym Tomasz Pawlikowski stwierdza: „Skutkiem rewolucji kartezjańskiej było nasilenie się tendencji subiektywistycznych w całej filozofii, a nawet w szeroko pojętej kulturze nowożytnej. Zasadnicza dziedzina zainteresowań filozofów została teraz zawężona do analizy podmiotu myślącego, pojmowanego już nawet nie tyle jako całość psychofizyczna, ile jako sama jaźń. W miejsce uprzednio dominujących analiz bytu jako bytu wprowadzono rozważania treści stanowiących zawartość jaźni” [2] .

Dostrzegamy więc, że w oświeceniowej kulturze Europy zaczęły coraz bardziej pojawiać się tendencje subiektywistyczne. W Anglii i Szkocji wielu filozofów wyraźnie oddzielało się od realizmu scholastycznej metafizyki, uważnie za to przyglądając się idealizmowi Kartezjusza. Jego nieufność wobec poznania rzeczywistości przez pryzmat jej istnienia, stała się głównym tematem rozważań myślicieli angielskich, jak choćby Hume’a, który połączył empiryzm z idealizmem, tworząc fenomenalistyczne przedpole dla myśli I. Kanta. Z kolei Jerzy Berkeley to twórca idealizmu immanentnego, a stanowisko tego prądu filozoficznego zachowuje znaczący dystans wobec „zewnętrzności” i realności bytów materialnych i co więcej, Berkeley sprowadził tę rzeczywistość do świadomości ludzkiej. Mówiąc inaczej, według Berkeleya wszelkie byty empiryczne są tworem ludzkiej świadomości. Stąd sformułowanie tego filozofa: „esse est percipi”, czyli istnieć to być postrzeganym.. I znów, choć w innej postaci, powielał się kartezjański błąd sprowadzenia bytów do samej tylko świadomości. Dlatego owy angielski idealizm stanowił bezpośrednią przyczynę dla „rewolucji kopernikańskiej”, jakiej w filozofii dokonał Immanuel Kant, konsekwentnie wyciągając wnioski z teorii Kartezjusza i Hume’a.

Filozof z Królewca należy w powszechnej świadomości do najwybitniejszych postaci w dziejach filozofii nowożytnej. Jak mało kto, wywarł niespotykany wręcz wpływ na dalszy bieg myśli filozoficznej. Kant, zafascynowany dorobkiem myśli idealizmu oraz fenomenalizmu angielskiego, pisał: „Od czasów prób Locke’a i Leibniza, a raczej od powstania metafizyki, jak daleko sięga jej historia, nie było zdarzenia, które by mogło być bardziej rozstrzygające dla losu tej nauki niż atak, z którym przeciw niej wystąpił David Hume […]. Starałem się więc najpierw zbadać, czy zarzutu Hume’a nie da się przedstawić ogólnie, i wkrótce odkryłem, że pojęcie związku przyczyny i skutku nie jest bynajmniej jedynym pojęciem, dzięki któremu intelekt myśli sobie a priori o związkach między rzeczami, co więcej, że właśnie metafizyka z takich pojęć się składa” [3] . Kant, podążając za angielskim filozofem, przedstawia aprioryczny charakter poznania, czego konsekwencją były przedempiryczne kategorie, istniejące w poznaniu przed wszelkim doświadczeniem, jednocześnie zmysłowe czasu i przestrzeni oraz kategorie intelektu, które łącznie w poznaniu subiektywizują byty. Kant stwierdził, że wszelka rzeczywistość dostrzegana przez podmiot istnieje, jednak intelekt nie jest w stanie jej obiektywnie poznać. Kant rozróżnia zatem byt rzeczywisty jako niepoznawalną „rzecz samą w sobie”, i fenomen - subiektywne wyobrażenie „rzeczy w sobie”. Według niego, noumeny są niepoznawalne ze względu na subiektywny charakter poznania, jakie zachodzi przez konstrukcję podmiotu, dlatego Kant spostrzegany jest przez wielu za prekursora agnostycyzmu. Filozof z Królewca w swoim apriorycznym oglądzie rzeczywistości, nie tylko pogłębił kartezjuszowski sceptycyzm wobec bytów, ale uzasadnił, że nie możemy dotrzeć do ich istoty.

Idealizm więzi zatem w subiektywizmie nasze władze poznawcze, które nie mogą rzekomo odkryć prawdy obiektywnej. Ponadto sprowadza on rzeczywistość do podmiotu, przez co to nie człowiek poznaje rzeczywistość, ale sam ją tworzy, zarówno w sferze bytów materialnych, jak i ostatecznie bytów duchowych. Omawiany agnostycyzm ma swój początek w idealizmie nowożytnym, gdyż ten kierunek filozoficzny uważa, że człowiek nie może poznać obiektywnej rzeczywistości, a tylko subiektywne wyobrażenia. A. L. Huxley orzekł w imieniu sceptyków, iż rzeczywistość jest niepoznawalna, wprowadzając termin agnostycyzmu do kultury filozoficznej. Osoba Huxleya stanowi rekapitulację filozofii wobec wiarygodnego poznania prawdy. Filozofia oddaliła się bowiem od swojego naczelnego celu, czyli poznawania realnych bytów, szukania ich sensu i przyczyny. Ten cały nurt filozoficzny ugodził w wielkie możliwości poznawcze człowieka. Przecież wszelkie formy relatywizmu aksjologicznego bądź teoriopoznawczego, mają za swe źródło właśnie filozofię idealistyczną, bo relatywizm sprowadza rzeczywistość do człowieka, co powoduje zatem, iż nie ma rzeczywistości obiektywnej i zewnętrznej. A jak wiadomo, dla moralności oraz prawodawstwa cywilnego, relatywizm niesie destruktywne skutki, bo gdzie człowiek staje się miarą rzeczy i obiektywne wartości przestają istnieć, tam „cywilizacja śmierci” odnosi triumf nad rzeczywistym dobrem jak i rzeczywistą prawdą.

Wszystkie te uwagi o idealizmie służą ukazaniu tła stanowiska Jana Pawła II. Przeciwstawia się on bowiem wszelkim rodzajom filozofii, degradującym istnienie rzeczywistości obiektywnej, wysuwając naprzeciw im realizm św. Tomasza z Akwinu. Tomasz, w ciągłości z arystotelesowską refleksją filozoficzną, uznał byty za niezależne od podmiotu, a władze poznawcze człowieka w jego koncepcji biernie, a nie czynnie poznają rzeczywistość. Intelekt więc nie tworzy rzeczywistości, ale ją biernie odbiera taką, jaka się jawi. Jest to więc wysunięcie bytu na pierwszy plan poznania.

Realizm św. Tomasza wiele razy był potwierdzany przez Kościół katolicki. Formalnie tomizm został uznany przez papieża Leona XIII. Ten papież w encyklice „Aeterni patris” zachęcił do korzystania z dziedzictwa św. Tomasza oraz uznał Tomizm za oficjalną filozofię Kościoła katolickiego. Dzięki temu filozofia Akwinaty ożyła pod postacią neotomizmu tradycyjnego bądź lowańskiego kardynała Merciera, a później egzystencjalnego J. Maritaina i É. Gilsona. Lech Szyndler pisze o przyczynach kryzysu w filozofii nowożytnej: „Wydaje się, że zasadniczą przyczyną takiego stanu jest pomijanie, a właściwie zakwestionowanie we współczesnej kulturze refleksji nad rzeczywistością […] Problemem współczesnej kultury nie jest więc w ogóle brak aktywności ludzkiej, lecz brak porządku”. W swym przesłaniu Jan Paweł II wskazuje, że filozofia winna znowu zwrócić się ku bytowi, ku rzeczywistości obiektywnej, jawiącej się podmiotowi, bo z niej bierze się prawda, porządek i ład, pozwalający odpowiedzieć na metafizyczne oraz egzystencjalne pytania człowieka. Poszukiwanie prawdy w rzeczywistości powinno być więc głównym zadaniem filozoficznym, nie zaś samo tylko tworzenie pojęć. Poprzez idealizm transcendentalny, filozofia staje się nauką pozbawioną metafizyki, zatem nie mającą żadnej wagi; zrezygnowanie z poszukiwania prawdy w klasycznym ujęciu pociąga równocześnie bardzo destruktywne konsekwencje. Moralność nieustannie staje w przemianie i względności, co powoduje przecież zniekształcenie myślenia i samej filozofii, a w następstwie relatywizm moralny, nieposzanowanie prawa naturalnego oraz godności człowieka. Ludzie nie mogą żyć przecież w kłamstwie, poruszać się w świecie iluzji. Rzeczywistość bowiem kształtuje go, a człowiek powinien ją biernie poznawać, aby dzięki temu dostrzegać, kim jest i jak poznać sens własnej egzystencji.

Lech Szyndler dobitnie stwierdza: „Jako główny środek prowadzący do naprawy kultury encyklika [Fides et ratio] wskazuje filozofię bytu. W takiej perspektywie encyklika jest wezwaniem do ponownego odkrycia rzeczywistości, rozpoznawanej przez ludzki intelekt. Nie chodzi tu jednak, co raz jeszcze należy podkreślić, o nabywanie tylko erudycji. Studium filozofii to przede wszystkim nabywanie umiejętności identyfikowania struktury realnych bytów, które poznajemy naszym intelektem […] Filozofia umożliwia zrozumienie tego wszystkiego, co nas otacza, uczy nas także pokory, jako zgody na przyjęcie prawdy. Inaczej mówiąc, akceptujemy to, że nie my jesteśmy twórcami rzeczywistości, nie dajemy jej istnienia. To sama rzeczywistość umożliwia i wyznacza poznanie, będące przede wszystkim naszą bierną recepcją. Dlatego też filozofia skłania do szukania kontaktu z realnymi bytami, wśród których także jest Bóg”.


[1] Jan Paweł II, „Pamięć i tożsamość”, Kraków 2005 r., s. 16n.

[2] Tomasz Pawlikowski, „Zarys dziejów filozofii”, Warszawa 2003 r., s. 91.

[3] I. Kant, „Prolegomena do wszelkiej przyszłej metafizyki”, tł. B. Bronstein, Warszawa 1993 r., s. 6 i 11.

do góry