|
Powrócić do bytu realnego
3.08.2006
W „wieku pary i elektryczności” myśl metafizyczna, stawała się coraz bardziej mitem, fikcją. Dlatego zagadnienia metafizyczne zastępowano naukami przyrodniczymi, a w historii myśli dokonał się najbardziej nieuzasadniony „przeskok” z zapytania „dlaczego?” na pytanie, zresztą typowo techniczne, „jak?”. 14 września 1998 roku, Papież Jan Paweł II ogłosił encyklikę „Fides et ratio” dotyczącą relacji pomiędzy wiarą a rozumem. Przede wszystkim encykliki ze swej istoty wyjaśniają kwestie teologiczne, jednak „Fides et ratio” w swej istocie dotyczy poprawnego rozumienia Objawienia i teologii. W tej perspektywie ów papieski dokument posiada charakter zarówno teologiczny, jak i filozoficzny. O ile bowiem wiara pozbawiona światła intelektu staje się irracjonalnym uczuciem prowadzącym wprost do fideizmu, to o tyle rozum bez pomocy wiary, doprowadza do ateizmu i skrajnego racjonalizmu. Jednak encyklika wykracza daleko poza swój pierwotny temat. Przede wszystkim Jan Paweł II wskazuje, że właściwe ukazanie zależności między rozumem a wiarą, musi dokonać się przez ścisłe określenie, czym właściwie jest filozofia. Dlatego dokument w wielu miejscach podkreśla właściwe rozumienie filozofii, i związanych z nią takich fundamentalnych zagadnień, jak: byt, dobro, prawda, Bóg. Tekst Papieża jest więc bardzo bogaty, tak w treści jak i przesłania, skierowane do współczesnej filozofii. Niniejszy artykuł ma na celu nie tyle przedstawienie relacji między wiarą a rozumem, co przede wszystkim ukazanie krytycznych uwag do dzisiejszej filozofii Papieża Jana Pawła II. Już na pierwszych stronach encykliki pojawia się wyraźna diagnoza współczesnej myśli: „Antropologia, logika, nauki przyrodnicze, historia, język – w pewien sposób cały obszar wiedzy został objęty tym procesem. Pozytywne osiągnięcia nie powinny jednak przesłaniać faktu, że tenże rozum, skupiony jednostronnie na poszukiwaniu wiedzy o człowieku jako podmiocie, wydaje się zapominać, iż powołaniem człowieka jest dążenie do prawdy, która przekracza jego samego” (FR 5). Jan Paweł II w powyższych słowach, bezpośrednio nawiązuje do współczesnej mentalności obecnej przede wszystkim w szeroko pojętych gronach intelektualnych. Bowiem od czasów oświecenia, a szczególnie od doby pozytywizmu, zakwestionowano w ogóle filozofię jako typ poznania naukowego, co więcej, samą myśl abstrakcyjną. Zaprzestano poszukiwać sensu istnienia bytu, jego istoty, czy też przyczynowości. Innymi słowy, pozytywistyczny scjentyzm skreślił fundamentalne pytanie: „dlaczego?”, pytanie zarówno metafizyczne jak i egzystencjalne, na rzecz nauk przyrodniczych (por. FR 88). August Comte zaproponował wręcz „fizykę” człowieka, która wyjaśniałaby „fakt ludzki” w świetle empirycznych kategorii czasu i przestrzeni, upatrując w osobie nie wartość a zwykły tylko skutek ewolucji. W „wieku pary i elektryczności” myśl metafizyczna, stawała się w przekonaniu większości coraz bardziej mitem, fikcją. W tej perspektywie zagadnienia metafizyczne zastępowano naukami przyrodniczymi, a w historii myśli dokonał się najbardziej nieuzasadniony „przeskok” z zapytania „dlaczego?” na pytanie, zresztą typowo techniczne, „jak?”. Aby lepiej zrozumieć powyższe słowa Papieża, warto pokrótce spojrzeć na sam początek encykliki, zatytułowany „Poznaj samego siebie”. Jak wiadomo, było to sokratejskie wezwanie do poznania siebie jako człowieka, posiadającego ciało i duszę. Dla Sokratesa jednak, ciało nie miało takiej samej wartości jak dusza, co zresztą wyraźniej pojawi się u jego ucznia Platona, jak i u cyników. Dlatego z takim poświęceniem odnosił się on zarówno do dobra swojej jak i innych dusz. „Poznaj samego siebie” jest jednak bardziej uniwersalnym przesłaniem, stawianym przez każdego człowieka, choć zachowującym podstawową intuicję sokratejską, że owo zapytanie przekracza wymiary czysto materialne. A zatem nie ma chyba osoby, która by nie postawiła zasadniczego i dogłębnego, przenikającego wręcz do istoty samego bytu pytania o sens własnej egzystencji, o celowość zła czy eschatologiczny wymiar dziejów (por. FR 1). Dlatego każdy człowiek jest poniekąd filozofem, pragnącym przecież poznać odpowiedź o sens istnienia (por. FR 4). W tym sensie do natury człowieka należy dążenie do prawdy, prawdy jednak przekraczającej świat materialny, proste kategorie czasu i przestrzeni, a istotą tych pytań, jest zadziwienie nad otaczającą go rzeczywistością, zdziwienie wynikające z kontemplacji, z niedowierzania temu, co jest. Dlatego człowiek pragnie poznać, czym jest byt i jaki sens ma jego istnienie, co analogicznie, choć radykalniej, dotyczy poznania siebie samego. Ponadto Jan Paweł II ukazuje ten uniwersalny status człowieczeństwa na płaszczyźnie historycznej. Bowiem we wszelkich kulturach wciąż odnajdujemy ślady mądrości typowo filozoficznej, odpowiadającej na sens istnienia: „Pytania te są obecne w świętych pismach Izraela, znajdujemy je w Wedach, jak również w Awestach; spotykamy je w pismach Konfucjusza czy Lao-Tse, w przepowiadaniu Tirthankhary i Buddy; są obecne w poematach Homera czy w tragediach Eurypidesa i Sofoklesa, podobnie jak w pismach filozoficznych Platona i Arystotelesa. Wspólnym źródłem tych pytań jest potrzeba sensu, którą człowiek od początku bardzo mocno odczuwa w swoim sercu: od odpowiedzi na te pytania zależy bowiem, jaki kierunek winien nadać własnemu życiu” (FR 1). Stąd Papież wysuwa wniosek, że każdy człowiek posiada pragnienie poznania prawdy, która przekracza jego samego (por. FR 5). Naprowadzając tę uwagę na omawiane zagadnienie pozytywistycznego pominięcia metafizyki, możemy wyraźnie spostrzec najbardziej fundamentalny błąd pozytywizmu, który w swojej istocie polega na utożsamieniu prawdy filozoficznej z prawdą techniczną, pytania egzystencjalnego z pytaniem fizycznym. Jednym słowem, pozytywizm zanegował to, co najbardziej specyficzne dla człowieczeństwa, bo zdolność zadawania pytań o charakterze mądrościowym i metafizycznym. W ten sposób pominięto najszlachetniejszą sferę osoby - intelekt, który nie tyle „rozumuje” w kategoriach czysto technicznych, ale odbiera najbardziej fundamentalną prawdę - prawdę bytu, istotę oraz sens istnienia. Jednocześnie Comte’a, wysuwając hasło „fizyki człowieka”, sprowadził człowieczeństwo do poziomu wręcz materialnego, gdzie różnica między zwierzęciem a człowiekiem jest znikoma. Pozytywizm również przez swoje antymetafizyczne teorie, ugrzązł w wielu paradoksach – bo jak się okazało w wąskich gronach naukowych – konieczne jest przyjęcie abstrakcyjnych teorii jako fundamentów wszelkiej nauki. Pozytywizm zatem zrodził we współczesnej kulturze „naukowy absurd”, oraz ubóstwienie „techniki” i postępu, jako miary rozwoju cywilizacji. W ostateczności, pozytywistyczna koncepcja postępu dokonała się na rzecz zniszczenia metafizyki jak i etosu, a więc zanegowania człowieka jako osoby. Dlatego, według słów Papieża: „Filozofia, która ze względu na swą wielką odpowiedzialność za kształtowanie myśli i kultury, winna nieustannie wzywać do szukania prawdy, musi stanowczo powrócić do swego pierwotnego powołania” (FR 6). Po ogólnym przedstawieniu stanu współczesnej mentalności intelektualnej, Papież dochodzi do wniosku: „Nowoczesna filozofia zapomniała, że to byt winien stanowić przedmiot jej badań, i skupiła się na poznaniu ludzkim. Zamiast wykorzystać zdolność człowieka do poznania prawdy, woli podkreślać jego ograniczenia oraz uwarunkowania, jakim podlega” (FR 5). Słowa te odnoszą się nie tylko do pozytywizmu, ale przede wszystkim do idealizmu. Powyższy fragment uznaje bowiem pierwszeństwo bytu przed ludzkimi właściwościami poznawczymi. Obecnie filozofia oddaliła się od swego zasadniczego celu, czyli od poznawania rzeczywistości, wysuwając w zamian same uwarunkowania podmiotu. Aby zrozumieć powyższą diagnozę, należy równocześnie zrozumieć, czym w swojej istocie jest idealizm, jako myśl negującą poznanie obiektywnej rzeczywistości. Przede wszystkim idealizm nie uznaje pierwszeństwa tego co jest, a więc bytu w procesie poznania. Porzuca on bowiem byt realny, który został doświadczony, jaki narzuca się bezpośrednio naszemu poznaniu, a który odbierają zmysły. Idealizm zatem w swoim punkcie wyjścia, odrywa się od obiektywnego bytu, a w jego miejsce stawia świadomość człowieka. W tej perspektywie, poznanie jest procesem czynnym, a byt jest wtórny wobec podmiotu. W ostateczności, to podmiot poznający jest twórcą rzeczywistości, a nie jej biernym odbiorcom. Zatem idealizm odrzuca wszelkie doświadczenie w poznaniu, doświadczenie obiektywnej rzeczywistości, doświadczenie fundamentalnej prawdy bytu. Posługuje się w zamian poznaniem apriorycznym, które nie uwzględnia tego, co się jawi, a jedynie afirmuje ludzki sposób rozumowania o bycie, a może tylko jego wyobrażenie. Mówiąc jeszcze inaczej, idealizm nie bada rzeczywistości, a jedynie owe subiektywne wyobrażenia, albo zawartość ludzkiej świadomości. A priori jednak zakłada w sobie zerwanie ze światem realnym, z tym, co istnieje, a zarazem tworzy własne byty, „przyklejając” subiektywne opinie do obiektywnej rzeczywistości. Dominikanin Marie Dominique Philippe, bardzo trafnie ukazuje zasadniczy błąd idealistycznej metody poznawczej: „Czyż prawdziwa filozofia natomiast nie powinna być wolna od wszelkiego a priori? Czyż filozof nie odrzuca stopniowo wszelkich a priori, by móc coraz lepiej ujmować wszystko, co może go prowadzić do prawdy? Czyż wszelkie a priori nie jest ograniczeniem, które zamyka nas w sobie i przeszkadza nam słuchać drugą osobę i rozumieć ją właśnie w tym, czym my sami nie jesteśmy?” . Już w starożytności występowały poglądy idealistyczne, począwszy od Parmenidesa, który w swojej metafizyce, wykluczył byt realny i doświadczenie empiryczne, na rzecz własnych myślowych koncepcji metafizycznych, wysnutych poprzez czysto aprioryczne rozumowanie. Następnie Platon połączył antropologię z szeroko rozumianą metafizyką. W swych teoriach wszakże, podobnie jak Parmenides, wskazał na byt realnie istniejący (idee), ale jednocześnie odebrał status realności bytom jednostkowym. Najlepszym jednak przykładem starożytnego tryumfu myślenia apriorycznego nad „recta racio”, był wielki system ontologiczny Plotyna, który na rzeczywistość narzucił swoistą „aprioryczną siatkę” swych własnych teorii, nie popartych jednak kontaktem z tym, co jest. W dobiegającej już końca dobie antyku, św. Augustyn dokonał wielkiej syntezy systemu platońskiego z chrześcijaństwem, rozwijając przy tym podstawową intuicję poznawczą Platona, która znalazła u Augustyna usystematyzowaną postać „metafizyki światła”. Później nurt platońsko - augustyński zdominował obszar filozofii aż do XIII wieku, kiedy nowe, arabskie przekłady dzieł Arystotelesa, wywołały wielką konsternację w gronach intelektualnych ówczesnej Europy. Rewolucja Arystotelesowska ukazała się bowiem z całą mocą w osobie św. Tomasza z Akwinu, który w swym niebywale płodnym myślowo zadziwieniu nad rzeczywistością, uznał istnienie za najpierwotniejsze „arche” bytu. Ostatnim wielkim platonikiem średniowiecza był św. Bonawentura, i poniekąd Jan Duns Szkot, łączący tradycję platońską z arystotelesowską. Po stosunkowo długim, kilkusetletnim okresie, dopiero Kartezjusz zasadniczo przełamał ówczesny nurt metafizyki realistycznej. W swojej epistemologii wyszedł on od wątpienia wobec prawdy bytu. Dopiero: „myślę, więc jestem” ugruntowało Kartezjusza w przekonaniu o niepowątpiewalności tego wniosku, który zarazem stał się fundamentem dla jego filozofii. Ostatecznie Kartezjusz zerwał już w samym punkcie wyjścia z realnym światem, wychodząc od osobowej świadomości, w świetle której pragnął wyjaśniać byt. Filozofia począwszy od śmiałych oraz rewolucyjnych tez Kartezjusza, bardzo zmieniła swój zasadniczy kierunek. Skierowała się bowiem nie w stronę bytu i jego transcendentalnych właściwości, ale ku cechom samego ludzkiego poznania. Hume, Kant, Husserl – te czołowe postacie filozofii nowożytnej, wyciągnęły wnioski z teorii Kartezjusza. Zaprzestali badać bytu w jego realności, lecz skierowali się ku zawartości ludzkiej świadomości. Fundamentalne pytanie dla realistycznej filozofii o byt, o to, co nim najbardziej ogólne i jednocześnie o jego właściwości ontologiczne, zostało zastąpione badaniem bytu w jaźni człowieka. Dlatego filozofia nowożytna, ze swym agnostycyzmem, zajmuje się jedynie właściwościami podmiotu poznającego, a zatem zwraca się ku jego uwarunkowaniom i ograniczeniom. Znamienne, że wszelkie próby budowania metafizyki na idealistycznych teoriach nowożytnych, kończą niepowodzeniem. I co jeszcze, bardzo pouczające jest staranie Edmunda Husserla, który pragnąc dotrzeć do obiektywnej rzeczywistości - jednocześnie zarzucając w punkcie wyjścia a priori – mimo wszystko ugrzązł w sprzecznościach solipsyzmu. I właśnie solipsyzm jest ostateczną konsekwencją każdego idealizmu. Trzeba się bowiem zgodzić z J.G. Fichtem, który zarzucał fenomenalizmowi kantowskiemu dogmatyzm, polegający na przyznaniu realnego istnienia „rzeczom samym w sobie”. Bowiem byt tylko wywnioskowany, nie istnieje realnie, a punkt wyjścia każdego idealizmu, tj. świadomość, zakłada implicte samo tylko istnienie podmiotu poznającego - „twórcy rzeczywistości”. Komentując filozofię idealistyczną Kartezjusza, Tomasz Pawlikowski: „W filozofii tej, to bezpośredniość kontaktu poznawczego z rzeczywistością prowadziła do pewności poznawczej, nie zaś stwierdzenie gwarancji istnienia tej rzeczywistości przez istnienie bądź działanie (jak zauważa się u XIX-wiecznych idealistów niemieckich) podmiotu poznającego. Gwarancja, o której mowa, byłaby bowiem możliwa jedynie wtedy, gdyby podmiot poznający był Absolutem” . Papież Jan Paweł II zarzuca zatem obecnej filozofii, zarówno tej pozytywistycznej jak i idealistycznej, pominięcie problematyki metafizycznej i egzystencjalnej, oraz jednostronne tylko skierowanie się ku fenomenalizmowi, ku immanencji ludzkiego rozumu. Potwierdzają to poniższe słowa księdza Jerzego Bajdy: „Papież gani takie zamknięcie się poznającego podmiotu w sobie samym i przypomina, że «powołaniem człowieka jest dążenie do prawdy, która przekracza jego samego» (FR 5). Swoiste zamknięcie się podmiotu w sobie jest wynikiem «braku wiary w istnienie prawdy» (tamże). Taki brak wiary w istnienie prawdy jest szeroko obserwowany we współczesnym świecie i powoduje powstawanie różnych form myślenia, które w rezultacie są zaprzeczeniem samej filozofii”. M. D. Philippe OP, „Pielgrzymowanie filozoficzne. List do przyjaciela”, Lublin 2003 r., s. 21. T. Pawlikowski, „Zarys dziejów filozofii”, Warszawa 2003 r., s. 91. J. Bajda, „Medytacja między miłością a nienawiścią”, Lublin 2003 r., s. 224.

|