| |||||
|
Nadszedł czas, aby znów powrócić do geniuszu, do owej dumnej tradycji klasycznej, tradycji sięgającej Akademii Platona, Lykeonu Arystotelesa, Universitetus św. Tomasza. Sądzę, że w dobie powszechnego sceptycyzmu w godność człowieka, należy powrócić do źródeł naszej europejskiej tożsamości. Na przełomie 2005 i 2006 roku polska kultura filozoficzna oraz teologiczna, wzbogaciła się o swoisty „tryptyk” antropologiczny zakonnika, filozofa i teologa - ojca Krzysztofa Paczosa MIC [1] . Już na wstępie należy podkreślić, iż mamy do czynienia z niezwykłym dziełem, które w zaskakująco nowatorski, a zarazem wiernie związany z dziedzictwem św. Tomasza z Akwinu sposób, ukazuje człowieka przede wszystkim jako osobę, bo jako byt twórczy, kreatywny, dynamiczny, otwarty na łaskę i na Boga. Ponadto K. Paczos stara się nie zatracić wizji człowieka jako bytu złożonego z materii i formy, czyli z ciała i duszy. W niniejszym tekście postaram się pokrótce zrecenzować ową pracę oraz ukazać jej potrzebę dla kształtowania kultury filozoficznej, a dokładniej tej kultury, której źródłem jest nie idealizm czy pozytywizm, ale realizm - zarówno epistemologiczny jak i metafizyczny. Ów „tryptyk” składa się z trzech książek - pierwsza obejmuje krąg zagadnień związanych zarówno ze sferą wegetatywną jak i zmysłową człowieka, druga wgłębia się w warstwę duchową osoby, a dokładniej we władze poznawcze i pożądawcze, jakimi są intelekt oraz wola, z kolei trzecia w odróżnieniu od pozostałych stara się ukazać ludzką naturę w perspektywie teologicznej, a zatem w świetle łaski uświęcającej. Szczególne znaczenie ma tom drugi, który ukazuje, że w filozofii najważniejsze nie jest „cogito”, czyli myślenie - samo tylko tworzenie pojęć, ale bierne poznawanie rzeczywistości przez intelekt. Ponadto, właśnie z tego powodu, iż autor powyższego dzieła jest kapłanem, a więc osobą wierzącą, starał się, czerpiąc wzór z dominikanina Marie Dominique Philippe’a nie zatracić ontycznej jedności, jaka występuje w porządku filozoficznym i teologicznym. Przede wszystkim - rozróżnienie filozofii i teologii, które dokonało się w klasycznej scholastyce, uwypukla rozróżnienie tych nauk nie pod kątem metafizycznym, ale poznawczym. Bowiem z racji poznania, a dokładniej z racji granicy poznania rozumowego, filozofia może dotrzeć tylko do pewnej wysokości porządku metafizycznego, ale ów poznany odcinek rzeczywistości nie sprzeciwia się porządkowi teologicznemu, bowiem niesprzeczna i stanowiąca ścisłą jedność rzeczywistość spaja organicznie wszystkie byty w jedną integralną całość. Dlatego też, jak tłumaczył to zagadnienie św. Tomasz z Akwinu, porządek teologiczny i metafizyczny nie może być ze sobą sprzeczny, gdyż pochodzi on od Boga, a zatem dzięki wspólnemu źródłu, rzeczywistość stanowi ową nierozerwalną jedność i niesprzeczność. Taka właśnie idea przyświeca całej filozofii katolickiej, szczególnie filozofii tomistycznej, a Krzysztof Paczos jawi się na dzisiejszym firmamencie filozoficznym jako wierny ale także kreatywny kontynuator myśli św. Tomasza z Akwinu. Ów „tryptyk”, jak sądzę, jest tego największym świadectwem. W badaniach podejmujących dziedzictwo św. Tomasza, występuje tendencja, której główną cechą jest jednostronność, tzn. skupienie się albo na teologii (szkoła dominikańska) albo na filozofii (szkoła lubelska). Niewielu bowiem było takich kontynuatorów myśli św. Tomasza, którzy objęli by cały krąg, całe dziedzictwo myśli św. Tomasza, dziedzictwo zarówno filozoficzne jak i teologiczne. Maritain, Gilson, Marechel, Rahner, Mercier, Newman, Gogacz, Świeżawski, Kłósak, Adamczyk, Salij i tylu innych, nie potrafiło podjąć wielkiego wysiłku ujednolicenia i zinterpretowania całej myśli teologicznej i filozoficznej, Tomasza z Akwinu. Większość z nich była albo filozofami, albo teologami. Nie ma wielu autorów, którzy przedstawili by tak religijną jak i metafizyczną spuściznę Tomasza, a szczególnie brak sprostającym tym wymaganiom opracowań antropologii tomistycznej. Dlatego nie bez powodu na początku tego referatu, określiłem dzieło K. Paczosa mianem „zaskakująco nowatorskiego ale jednocześnie wiernego Tomaszowi”. Otóż ów „tryptyk” odzwierciedla wielką znajomość tekstów oryginalnych, tekstów źródłowych. Niemal każde twierdzenie poparte jest odnośnikiem do „Summy teologicznej” Tomasza czy innego dzieła Akwinaty bądź Arystotelesa. Należy przyznać, że polscy tomiści-filozofowie w swoich pracach antropologicznych, nie odwołują się bezpośrednio do dzieł Tomasza, a jeśli to czynią, to niestety bardzo wybiórczo, bardzo rzadko. Jak jednak wiemy, dokładna znajomość źródeł, a szczególnie tekstów oryginalnych, jest niezwykle istotna, i owocuje poprawnym, bo adekwatnym przedstawieniem myśli danego myśliciela. Przede wszystkim - dziedzictwo św. Tomasza z Akwinu jest dziedzictwem bardzo trudnym do interpretacji, do całościowej rekonstrukcji; bowiem nie tyle zawiły, a nierzadko bardzo skomplikowany język Tomasza, co przede wszystkim niezwykła wzniosłość i głębia, wręcz jakaś „transcendencja” poznawanego bytu, jego tajemnica, sprawiają, iż sam Tomasz mógł nie do końca zdawać sobie sprawę z wielkości dokonanego przez siebie dzieła, i co jeszcze – mógł tylko „dotknąć”, delikatnie „zarysować” pewną problematykę filozoficzną, i z racji swego człowieczeństwa nie zdążyć usystematyzować wszystkich poruszonych kwestii. Największym dla tego śmiałego sądu potwierdzeniem jest kwestia wykrycia esse, istnienia jako naczelnego, najbardziej fundamentalnego aktu w bycie. Przez wiele wieków, niemal przez 700 lat, kontynuatorzy myśli św. Tomasza, interpretowali metafizykę Akwinaty za pomocą tez Awerroesa, Dunsa Szkota czy też Awicenny. Tomasz był przedstawiany przede wszystkim jako bierny odbiorca myśli arystotelesowskiej, a w szczególności nie dostrzegano w ontologii tomistycznej wielkiej „rewolucji egzystencjalnej”, która miała zmienić ontyczne rozumienie bytu, zarówno w obrębie jego bytowania jak i wewnętrznej struktury. Dopiero w drugiej połowie XX wieku we Francji dwaj filozofowie – J. Maritain jak i E. Gilson, wysunęli tezę o naczelnej roli istnienia w bycie, faktycznie obecnej w pismach św. Tomasza z Akwinu. Trzeba przyznać, że był to szok dla wielu szkół tomistycznych. Najwięksi ówcześni tomiści, jak Mercier czy Marechel, a nawet Rahner, nie zgadzali się z tezą Maritaina i Gilsona, nie mogli bowiem uwierzyć w prawdziwość tego odkrycia. Szczególnie w „Bycie i istocie” Gilson w sposób genialny uargumentował prawdziwość swego twierdzenia. Wszystko to jednak dokonało się w oparciu o rzetelną znajomość źródeł, a szczególnie źródeł w języku oryginalnym. Jedynie przez ich analizę, analizę bardzo rzetelną i przeprowadzoną w oparciu o języki oryginalne, można odkryć nierzadko skomplikowane i nieuporządkowane myśli św. Tomasza. Zauważmy, że Gilson ceniony jest przede wszystkim za swoją niezwykłą głębie spojrzenia w oryginalne teksty Tomasza, za ich niespotykaną znajomość, za erudycję historyczną. Innymi słowy, ażeby od-kryć wielkie tomaszowe dziedzictwo esse, trzeba nie tylko głębi analitycznego myślenia, ale przede wszystkim dokładnej znajomości tekstów oryginalnych oraz ich właściwej interpretacji. Ów powyższy komentarz historyczno-filozoficzny miał na celu wskazać niepodważalną oraz niezaprzeczalną wartość znajomości źródeł, ażeby móc właściwie ukazać tomaszową myśl, jako zgodną z tym, co naprawdę przedstawił św. Tomasz z Akwinu. Praca Krzysztofa Paczosa wychodzi naprzeciw tym wymaganiom, jest bowiem oparta w całości na źródłach. Tylko w ten sposób można prawdziwie przedstawić Tomasza wizję człowieka, bez przeinaczeń i niedopowiedzeń, a bez wątpienia taka próba jest jednocześnie nowatorska jak i wierna tomistycznej myśli. Nowatorska dlatego, gdyż w niespotykany dotąd sposób przedstawia Akwinatę, a dokładniej jego koncepcje człowieka jako „przedziwne compositum”. Autor, przekonany o nierozdzielności teologii i filozofii z oryginalną dla siebie erudycją, podejmuje się przedstawienia tomistycznej wizji osoby ludzkiej faktycznie w nowy sposób. Nie ukazało się chyba jeszcze w Polsce tego typu opracowanie. Dzięki temu czytelnik przybliża się do świętego Tomasza jednocześnie jako do filozofa i teologa, do jego nauki o człowieku jako osobie. Ponadto, „trylogia” K. Paczosa jest wierna prawdzie, wierna św. Tomaszowi, ponieważ przestawia poglądy Akwinaty w oparciu o jego własne teksty. Jak bowiem już powyżej wspomniałem, nie ma twierdzenia, które nie byłoby poparte odnośnikiem do dorobku pisarskiego św. Tomasza. Oczywiście K. Paczos bardzo swobodnie obraca się także we współczesnych komentarzach do dzieł Tomasza takich filozofów, jak Gilsona, Maritaina, Krąpca czy Philippe’a, co oczywiście jeszcze bardziej uwydatnia ową wierność wobec dziedzictwa, wobec dumnej tradycji filozoficznej św. Tomasza. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że Paczosa odwołania do Tomasza nie występują tylko w formie zwięzłych przypisów, ale także dłuższych cytatów, zarówno w języku polskim, jak i oryginalnym, czyli w łacińskim. Kończąc już recenzję książki ojca Krzysztofa Paczosa, wspomnę jeszcze o dwóch kwestiach, a mianowicie o matematycznym wręcz uporządkowaniu treści owego dzieła jak i o pomocnych w czytaniu ilustracjach. Przede wszystkim - „trylogia” Paczosa nie jest zwykłą publicystyką filozoficzną, jakimś dłuższym esejem, ale przede wszystkim podręcznikiem. Dzięki temu owe książki zyskują dużą wartość naukową, a ich forma jest niezwykle pomocna w przyswojeniu nauki św. Tomasza o człowieku jako osobie. Pomocne są także pojawiające się w tekście ilustracje, które w bardzo dobry i ciekawy zarazem sposób ułatwiają recepcję tekstu ojca Paczosa. Nie mówiąc już o bardzo dobrym przygotowaniu edytorskim tego „tryptyku” antropologicznego, które niejako dopełnia wszystkie powyższe superlatywy dzieła ojca Paczosa. Papież Jan Paweł II szczególnie w encyklice „Fides et ratio” jak i w „Veritas splendor” wysunął hasło rekonstrukcji antropologii w duchu tomizmu i personalizmu. Jan Paweł był bowiem głęboko przekonany, że dzisiejszy kryzys społeczny, kryzys etyczny, jest wynikiem zniekształcenia obrazu osoby, przez niewłaściwy paradygmat antropologiczny, w świetle którego wyjaśnia się „fakt ludzki”. Miej więcej od czasów doby Oświecenia, a dokładniej od pozytywizmu pierwszej fazy Augusta Comte’a, wizja osoby zaczęła ulegać materialistycznemu wypaczeniu, by wreszcie w czasach Spencera i Freuda osiągnąć kulminację. Człowiek w tym pozytywistycznym paradygmacie był tylko ewolutem, wypadkową irracjonalnej masy materii, czystą biologiczną potencjalnością, która wszystkie swoje akty podejmuje tylko w celu przetrwania, zapewnienia rozwoju swojemu gatunkowi. Ten materialistyczny, woluntarystyczny obraz człowieka, pozbawiony romantyzmu i altruizmu, rodem ze sporów ideologii Haeckela, ideologii neodarwinistycznej z klasyczną antropologią, trwa do dziś, i przejawia się w bardzo licznych działaniach społecznych. Jednak najwyższy czas, aby znów powrócić do geniuszu, do owej dumnej tradycji klasycznej, tradycji sięgającej Akademii Platona, Lykeonu Arystotelesa, Universitetus św. Tomasza. Sądzę, że w dobie powszechnego sceptycyzmu w godność człowieka, należy powrócić do źródeł naszej europejskiej tożsamości. Naprzeciw temu zadaniu wychodzi książka ojca Paczosa, która faktycznie ukazuje człowieka jako osobę, w całym jej bogactwie, w całej jej podmiotowości, jako wartość niepowtarzalną i nieprzemijającą. [1] K. Paczos MIC, „Zwierzę rozumne”, Gdańsk 2004 r.; tenże, „Niewiele mniejszy od aniołów”, Gdańsk 2005 r.; tenże, „Równy aniołom”, Gdańsk 2005 r.
|